Poleć na skrzydłach swojej miesiączki

 

ivosiromahov23 kwietnia 1595

Dziś są moje urodziny. Kończę 31 lat i z tej okazji kupiłem dwie butelki whisky by poczęstować kolegów w biurze.

Już od rana czułem, że coś było nie tak. Po pierwsze – kawiarnia obok biura była nieczynna, więc byłem zmuszony przejść przez prawie cały Londyn po  plastikowe kubki. W końcu – nareszcie znalazłem …

Wchodzę do biura – patrzę szef jest ponury, zły. Co się tutaj dzieje? – pytam się go. Czy Koguty przegrały?

Szef jest kibicem „Tottenham” i jak przegrają, przez trzy dni chodzi jak zabity.

Nalałem mu whisky, tak i tak mówię, mam urodziny, a on staje się jeszcze bardziej ponury.

-Happy birthday to ju, William – mój szef mówi – ale mam złą wiadomość dla ciebie. Jill powiedziała mi wszystko. Jesteś zwolniony.

-No, to ładna rzecz. Co takiego się  stało? Z Jill jesteśmy tylko przyjaciółmi.

-Przyjaciółmi? – krzyknął szef. – Czy wszyscy twoi przyjaciele zachodzą w ciążę od ciebie? Przecież ona ma tylko 16 lat.

Stałem jak wryty. Jill – w ciąży! To nie jest możliwe, ja zawsze ją chroniłem …

-Szefie, ja nie sypiałem z twoją córką. Jeśli jest w ciąży, to nie odemnie.

-Co ty chcesz mi powiedzieć? Że moja córka jest kurwą, tak? Zbieraj swoje manatki i spierdalaj!

Zostawiłem niedopite swoje whisky i wyszedłem na zewnątrz, żeby poodychać świeżym powietrzem. Było mi bardzo kiepsko. Żeby mnie zwolnili akurat w  dniu moich urodzin. Mnie – najbardziej utalentowanynego brytyjskiego copywritera, autora tej doskonałej reklamy o podpaskach ze skrzydełkami. Zaskoczyłem nią wszystkich! Nawet zdobyłem nagrodę na festiwalu reklamy za genialne logo „Poleć na skrzydłach swojej miesiączki!

I teraz co? Zaczynam wszystko od początku.

Cóż, może to jest dobre. Cenne kadry jak ja nie zostaną bez pracy. Zadzwonię do agencji Sir Mortimer Spike.

24 kwietnia 1595

Z rana dzwoni do mnie Jill i ryczy, tak aż się jej w gardle rwie. Dowiedziała się, że zostałem zwolniony z jej powodu i czuje się strasznie winna. Nie pozwoli, by jakiś zwariowany starczyna stanął na drodze naszej miłości.

– Dosyć głupot – próbowałem ją uspokoić. – Zobaczmy jak możemy  zorganizować aborcję.

A ona rozryczała się jeszcze bardziej. Nie będziemy robić żadnej aborcji, zachowa dziecko, byśmy się pobrali i takie bzdury.

Żebym się ożenił  z 16- latką! – Tylko tego mi brakuje. Wyszemrałem coś w rodzaju: „usłyszymy się później” i odłożyłem słuchawkę. I pewnie narobiłem sobie  wielkich kłopotów.

Miałem spotkanie z Sir Mortimer Spike. Spike jest zwyczajnym jupi – około 40 roku życia, tłusty, zalizany, z wielkim samopoczuciem . Jeszcze od czasu naszej pierwszej rozmowy zaczął mnie bardzo chwalić, dlatego zwątpiłem w jego uczciwość.

– Wiele słyszałem o panu, panie Szekspir –  powiedział mi Mortimer Spike- jesteś jednym z najbardziej utalentowanych copywriterów w Londynie.Wzbudził pan u mnie respekt za koncepcję swojej latającej miesiączki.

-To nie jest dokładnie latajaca miesiączka, Sir Spike.

-Morti! Wzracaj się do mnie Morti. W moim biurze jesteśmy jedną wielką rodzina.

– Chciałem powiedzieć, że idea damskich podpasek ….

-To był świetny pomysł!

Nienawidzę jak mi przerywają, a ten  typ oczywiście  słyszał tylko własny głos.

– Bardzo  się cieszę, że chcesz pracować ze mną, Bill. Czy mogę się zwracać  do ciebie po imieniu, Bill?

Nie lubię jak mnie nazywają Bill.

-Nazywam się William, sir Morti.

-No dobra, ale jakoś się zwracają do ciebie, prawda? Nie będziesz miał nic przeciwko temu, zebym cię nazywał Bill. Zaczniesz od tysiąca funtów tygodniowo.

Uhааа! Za tysiąc funtów możesz wołać na mnie  i „Wujek Pierdzitko”.

-Dobrze, Panie Morti. Czekam, aż mi zlecicie mój pierwszy projekt.

-Twój pierwszy projekt jest bardzo odpowiedzialny, Bill. –  powiedział Morti i zapalił  jakiegos cienkiego papierosa. – Zdobyłem jako klienta jednego z największych operatorów turystycznych na wyspie – Albionturist. To jest  bardzo poważny klient. Oczekują od nas reklamy swoich nowych połączeń. Praca jest piękna,  związana jest z wieloma służbowymi delegacjami. Poza tym to jest nowa nisza na rynku reklamowym, który nie jest jeszcze rozpracowany. To jest wielkie wyzwanie, jestem pewien, że będzie dobrze.

-Czego właściwie chcą?

-Wyjaśnią ci to. Zorganizowałem ci jutro o 10-tej spotkanie z dyrektorem marketingu – z Sir Toby Johnson  w ich biurze na Fleet Street. I ubierz się w jakieś przyzwoitsze ubrania, żebyś nie poszedł tam w tym śliniaku.  

To nie jest śliniak ,a hiszpański kryza, sir Morti! Nie wiem co to jest, ale zdejmij go, bo w nim jesteś podobny do idioty. Do widzenia!

Wyszedłem podekscytowany, ale także nieco obrażony… Dlaczego ten dupek  ma mi dyktować, jak  mam się ubierać. Czy nie wie, że teraz hiszpańskie kryzy to ostatni krzyk mody? Śliniak. A to nędznik!

25 kwietnia 1595

Poszedłem do urzędu „Albionturist” dokładnie o 10-tej. Przywitała mnie sekretarka Sir Toby Johnson – blondynka kociak około 20 -stki z niesamowitym  ciałem.

Jej nogi były długie jak wieże Tauer, jej cycki były duże i okrągłe jak kopuły Świętego Pawła, ale jej tyłek był napięty, jak bęben straży Buckingham.

Cóż,  oblicze jej przypominało zaskoczonego pstrąga, ale w naturze nie ma skończonej doskonałości.

– Panie Johnson oczekuje pana, Panie Szekspirze – powiedziała  urzędowo i  wprowadziła mnie do pokoju wielkości Old Trafford. Biuro pana Johnsona stało w dalekim kącie. Szedłem około dziesięć minut, aż dotarłem do niego.

– Good Morning, Mr Shakespeare – wydukał sir Johnson z ledwo wyczuwalnym akcentem z Staffordshire. – Proszę, usiądź.  Czy napije się pan kawy?

-Wprawdzie, ja już wypiłem dwie kawy od rana, ale  dlaczego nie wepchnąć  jeszcze jednej.

– Krótka? Długa? Ze śmietaną?

– Krótka, czarna.

– Dwie krótkie, Betty -rozkazał Johnson i sekretarka powoli oddaliła się w stronę drzwi. Nie mogłem oderwać oczu od jej fantastycznych nóg.

– Panie Szekspir, dla nas to wielki zaszczyt, że będziemy pracować z  copywriterem jak pan.

– Dla mnie to jeszcze większy zaszczyt, sir Johnson.

– Wasza reklama podpasek ze skrzydłami to najlepsza rzecz, jaką widziałem w ostatnim dziesięcioleciu.

– Dziękuję!

– Mam jednak nadzieję, że dla nas pan zrobi coś jeszcze lepszego.

– Dam z siebie wszystko, panie Johnson.

– Jak już pan wie, nasza firma jest największym turoperatorem wycieczek na wyspę. To nas nie zadowala i zmusza nas do ciągłego rozwoju. Nasze plany na najbliższe lata są, by w pełni rozwinąć kilka nowych destynacji, na których   dotychczas nie było zorganizowanej turystyki. Waszym zadaniem będzie spopularyzować te destynacje.

– Jak dokładnie sobie wyobrażacie, pozycjonowanie swoich produktów, sir Johnson? Przypuszczam, że chcecie pełny pakiet reklamowych haseł – spoty telewizyjne, reklamy radiowe, prasa, billboardy, internet …

– Nie. Te środki mnie wogóle nie interesują. Myślę, że teraz media są przeładowane różnego rodzaju reklamą i z dnia na dzień coraz trudniej zatrzymać uwagę użytkowników dokładnie na naszych produktach. Więc mój pomysł polega na tym by zkorzystać z niekonwencjonalnego nosiciela reklamy.

– Jaki?

– Teatr.

Patrzyłem na niego jak wryty. Ten człowiek był albo idiotą albo geniuszem. Teraz raczej byłem bardziej skłonny wierzyć  temu pierwszemu.

– Teatr, mówicie, sir Johnson?

– Tak, panie Szekspir. Wiecie, że Brytyjczycy mają bzika na punkcie teatru. Na premiery zsypuje się cała elita,  śmietanka towarzyska długo komentuje spektakle  i jestem przekonany, że jeśli  dokonamy za pomocą  teatru  jakiś przekazów reklamowych, to pozwoli to na zwiększenie naszej sprzedaży.

-Więc oczekuje pan ode mnie pomysłu na  jakiekolwiek reklamy, które  umieścicie w sali teatralnej, prawda?

-Nie, panie Szekspir, wasze zadanie jest nieco bardziej złożone. Chcę abyście napisali po jednej sztuce dla każdego nowego miejsca, które bedziemy rozwijać..

Czułem, że  się pocę. Dobrze, że sekretarka wreszcie przyniósła kawę, kurwa, więc miałem kilka sekund, aby pomyśleć, co odpowiedzieć.

– Obawiam się,  że nie podołam, panie Johnson – powiedziałem. – Nie mógłbym wymyśleć sztuki opartej na turystycznym konflikcie. Jak pan to sobie wyobraża? Powiedzmy, że główna bohaterka chce podróżować z Albionturist, a jej mąż – z jakimś rywalem firmy. W końcu ona zabija go i podróżuje z kochankiem z Albionturist. Czy to sobie tak wyobrażacie?

Sir Johnson  zaczął chodzić tak energicznie, że kawą opluł swoje białe spodnie.

– Pan jesteś bardzo zabawnym człowiekiem, panie Szekspir. Oczywiście, że nie wyobrażam sobie tego tak. Nasze  reklamowe motto powinno być włączone delikatnie i nienatrętnie w treść sztuki. Wszystko może być treścią, dla mnie ważne jest żeby  rzecz  rozwijała się tam, gdzie zamierzamy prowadzić turystów. Oto jak, przykładowo chcemy rozwinąć regularne wycieczki do Werony. Ale co Anglicy wiedzą o Weronie? Nic. Spacerują tylko po Rzymie i Florencji. Dzięki waszej sztuce,  powinniście ich zapoznać z miejscowymi tradycjami i kulturą, tak żeby obudzić w nich zdecydowaną chęć odwiedzenia tego pięknego włoskiego miasta. Czy rozumie pan mój projekt?

– Wasz pomysł jest bardzo oryginalny, panie Johnson. Ale ja sam nie wiem nic o Weronie. Mam nadzieję, że pojadę tam w delegację,  aby poznać miasto i opisać je szczerze i ekscytujące w sztuce.

– Nie ma takiej potrzeby, Panie Szekspir. W Google jest wystarczająco dużo informacji na temat każdego miasta w Europie. A my jesteśmy przyciśnięci terminami. Sztuka musi być gotowa nie później niż w ciągu miesiąca. W przeciwnym razie tracimy sezon wakacyjny.

-Wątpię, czy  poradzę sobie w tak krótkim czasie.  To przecież cała sztuka!

-Da pan sobie radę, panie Szekspir, da pan radę. W końcu zapłacę panu tyle,  aby nie można sobie było nie poradzić. Bardzo ładny ślinak macie. Gdzie go kupiliście?

 

26 kwietnia 1595

Niech będzie przeklęty dzień, w którym zacząłem pracę u Sir Morti! Jestem „królikiem Bunny” w branży reklamowej, a nie wiem czego już nie robiłem. Robiłem juz wideo, robiłem billboardy, dla reklamy pisałem pioseneczki, tylko sztuki nie pisałem!

A wycieczki do Werony są dla mnie piekłem. Od rana szperam w „Google” i nic ciekawego nie mogę znaleźć.

Nawet stara, dobra Wikipedia nie bardzo mi pomogła. Oto co napisze tam:

„Werona to miasto we Włoszech.

Ten artykuł związany Włochаmi jest jeszcze króciutki. Możecie pomóc Wikipeduu, jak ją zredagujecie i poszerzycie”.

Akurat, nie mam innej pracy, więc usiądę pomagać Wikipedii i poszerzać jej krótkie artukuły.

Dalej szukam w sieci, ale nic nie znalejduje i zaczynam tracić nadzieję.

Ta Werona wyjdzie mi przez nos. A i rymy do „Verona” są takie kiepskie: „kokona”, „melona”, „mielona” … Nie ma żadnej poezji w tym.

Lepiej skupić się na treści. Czy może zrobić z tego heroiczną historię?

Powiedzmy, że młody żołnierz uratował swoje miasto przed najazdem barbarzyńców. Nazwę go Romeo, aby przypomnieć założycielu Rzymu – Romulusie.

Ale z barbarzyńcami, czy  to przejdzie? Czy będzie  zrozumiane jako wskazówka dla turystów, którzy wkrótce dokonają inwazji na miasto, prowadzeni przez dowódców Albionturist?

Gryzłem nerwowo paznokcie, paliłem pudełko za pudełkiem papierosów, ale żadny pomysł nie przyszedł.

I jeszcze do tego ponownie  zadzwoniła do mnie ta histeryczka  Jill.

– Kiedy weżmiemy ślub? -woła. – Kiedy zwiążemy na zawsze nasze kochające się serca?

 

O jej, jak się rozpiszczała ta kobieta! Ja – woła – zatruję się, wolę śmierć od życia bez miłości … a ty mi mówiłeś o jakiejś poezji i klisze.

Gdyby była przy mnie, to prawdopodobnie był jej otpalił dwa klapsy, ale teraz nie mogłem nic zrobić, tylko zamknąć telefon.

Ona nie jest normalna, przysięgam. Jak mogła pomyśleć, że ożenię się z nią? Ona jednych lodów  nie może zrobić jak  ludzie.

– Słuchaj, Jill – powiedziałem jej – Zostaw mnie w spokoju. Nie ożenie się z tobą  Wszystko między nami jest skończone. Jeśli potrzebujesz pieniędzy na aborcję – zadzwoń do mnie.

Czy może napisać tragedię miłosną? Młody Romeo zakochuje się w młodej Jill. Ona zachodzi  w ciążę od niego, ale on nie chce się z nią ożenić. I ona popełniła samobójstwo. Tłumy Brytyjskich turystów zchodzą się na  jej pogrzeb …

Nie tak jest głupio. Wychodzi, że ten  Romeo to jakiś cwaniak. Publiczność nie będzie mu wspóczuła. Lepiej wymyśleć jakiejś zewnętrzne zło. Dwóch  młodych się kocha, ale zły ojciec Jill chce ich rozdzielić, więc obydwoje popełniają samobójstwo. Tłumy Brytyjskich turystów zchodzą się na  ich  pogrzeb …

Tak jest nawet lepiej. Nawet wymyśliłem koniec:

„I płakali turyści z Albionu

O tej tragicznej miłości w Weronie … “

Oh, nienawidzę pisać takie łzawiące gówna! Wszyscy moi koledzy z reklamy będą się ze mnie śmiać. Ale przecież dostanę za to kupe forsy, co mnie to obchodzi!

3 maja 1595

Zwariowała suka Jill dzwoni do mnie dziesięć razy dziennie i ryczy. Chce się ze mną zobaczyć. A ja utknąłem w drugim akcie , w drugiej scenie i nie wiem gdzie postawić pierwsze spotkanie dwojga zakochanych.

Powiedziałem jej, że mam dużo  pracy i że możemy się zobaczyć, tylko kiedy dokończę sztukę. A ona mi grozi, że jeżeli nawet wtedy odmówię jej spotkania, ona rzuci się przez balkon. Zamknąłem telefon, drżący z nerwów.

Balkon powiedziała? To nie jest zły pomysł.

25 maja 1595

Sir Toby zadzwonił do mnie i powiedział mi, że czas minął i powinienem pojawić się u niego z zakończeną sztuką. Usiadłem,  żeby ją sobie przeczytać   i po prostu poczułem się zdesperowany. Nigdy do teraz nie napisałem takich bzdur. Po pierwsze – fabuła jest bardzo oślizgła i  po drugie – język jest fałszywy i patetyczty jak mowy wyborcze kandydata na burmistrza miasta Ipswich.

Nie potrafię tego wyjaśnić, dlaczego napisałem taką słabą sztukę. Może te historie z Jill usmażyły mi mózg  i  całkowicie wytrzeżwiałem.

Ale nie ma innego wyjścia – trzeba zanieść ją panu Johnsonowi. Mam nadzieję, że moje fiasko nasunie mu myśl, że sztuka nie jest dobrym środkiem przekazywania komunikatów reklamowych.

 

26 maja 1595

Sir Johnson zaprosił mnie na spotkanie w agencji. Pojechałem z ciężkim sercem. Czułem się jak uczniak, który został wezwany, aby powiedzieć mu, że został wykluczony ze szkoły. Blondynka sekretarka  uśmiechnęła się miło, ale teraz nie było mi do tego.

Usiadłem przed Sir Toby i z poczuciem winy patrzyłem na swoje buty. Marketingowy Dyrektor  przewracał strony mojego rękopisu i sapał.

– Panie Szekspir, wy napisaliście ten kawałek?

– Nie, Uh-uh … Właściwie tak, ale …

– Panie Szekspir, mam wiadomość dla was. Jesteście geniuszem!

–  Pan sobie żartuje ze mnie?

– Mówię całkiem poważnie. Nigdy dotychczas nie popadłem na tak silną reklamę. Scena z balkonu to szokujący finał. Dałem swojej żonie, aby przeczytała pańską sztukę i się popłakała. Napisał pan coś wyjątkowego i  zapłacę podwójnie. Wystarczy jak dotkniecie kilku szczegółów, aby uczynić ją jeszcze bardziej przyjemniejszą.

– Nie ma problemu, panie Johnson. Które szczegóły?.

– Zakończenie, jak panu powiedziałem, jest to zaskakujące, bardzo emocjonalne, ale musi pan  usunąć ten kawałek z brytyjskimi turystami, którzy płaczą …

– Dlaczego? Przecież pomysłem jest  ich  współczucie dla szczegółów?

– Nasi turyści nigdy nie płaczą, Panie Szekspir. Są zadowoleni, że są szczęśliwymi klientami naszej firmy od, która bierze im szczęśliwie pieniądze, żeby  zaprowadzić ich do szczęśliwych miejsc.

– Dobrze.

– Można zmienić tytuł. „Romeo i Jill” nie brzmi źle, ale Jill nie jest włoskim nazwiskiem. Co pan powie na Julię?

– Nie jest  źle, ale  to doprowadzi do zmian w rytmie wiersza. Jill jest jedną sylabą i Julia – dwie. To znaczy, że wszystkie  wersety potrzebuję zmienić, te w których wymieniono główną bohaterkę.

– Jestem pewien, że dasz radę, panie Szekspir. Dokonaliście największego, teraz niewiele pozostaje. Powinny być gotowe w ciągu trzech dni, żeby ją do  28 maja oddać do teatru i do  10 czerwca  zrobimy premierę- tuż przed sezonem turystycznym. Zrobimy wspaniałą premierę, zaprosimy i Krówą poznam ją z wami …  tylko niech pan nie przyjdzie w tym śliniaku, bo narazi nas pan na śmiech.

6 czerwca 1595

Jill zadzwoniła do mnie i powiedziała mi, że dokonala aborcji i udaje się do klasztoru. Czy przyjmie imię zakonne jako Ofelia. Co za głupie imię! To brzmiało jak pod wpływem narkotyków –  mówiła przeciągliwie i bezwładnie. Ale  powiedziała mi, żebym  nie martwił się o nią i mi życzy sukcesu na premierze. Czułem się trochę głupio.

10 czerwca 1595

Premiera udała się znakomicie. Aktorzy grali dobrze, a na koniec cała publiczność niemal płakała. Kim są widzowie -im bardziej głupszą  sztukę napiszesz, tym bardziej się podoba …

Po premierze był koktajl. Królowa nie przyszła, ale  za to w imieniu męża przyszła żona księcia Gloucester – Gertruda. Wspaniały kawałek – około 40 lat w sile rozkwitu swojego dojrzałego piękna. Przylgnęła do mnie i rozmawialiśmy około półtorej godziny. Powiedziała, że napisałem wielkie dzieło, i że nigdy nie było tak ekscytująco w teatrze.

Potem podziwiała hiszpański kołnierz, co dotknęło mnie jeszcze więcej. To jest to, że w dzisiejszych czasach są ludzie, z gustem, nie tylko prostacy, który nie mogą odróżnić hiszpańskiej kryzy od zwykłego kołnierza typu ogrodniczki.

Potem powiedziała mi, że jest to również w branży turystycznej – miała małe biuro podróży i według niej nasze niekonwencjonalne podejście do reklamy, które wybraliśmy,  przyniesie nam wiele korzyści.

-Wogóle lubię robić takie  nietypowe rzeczy jak , pan Szekspir, szepnęła do mnie i mrugnęła.

Potem rozmowa potoczyła się w jeszcze bardziej ekscytującym kierunku. Gertruda powiedziała, że jeśli piszę te słowa, to muszę  mieć wiele namiętności w sobie. Ona miała również wiele namiętności, ale jej mąż był alkoholikiem od lat nie dotykał jej. I dlatego „ życzenia jej pozostawały zamknięte w zimnym zamku małżeńskiej lojalności”.  Słowo daję, tak się wyraziła!

Podczas gdy mówiła do mnie te słowa,  prawie oparła swoje rozkoszne cyce do mojego ciała i  mnie wprowadziła w szał. Zaniepokoiłem się czy jej mąż mnie nie pobije, ale mnie uspokoiła że książę Gloucester jest już tak pijany, że nie może odróżnić  żony od  pokojówki.

Poczułem gorycz w jej głosie i podniecenie w moich spodniach.

20 czerwca 1595

Sir Toby Johnson zadzwonił do mnie i prawie krzyczał z radości. Zaplanowali  około 300 turystów do Verony na cały sezon, jak dotąd,  a  tylko do teraz miał 740 abonentów. To była najbardziej pomysłowa reklama jaką zna historia i chciał mnie obrzucić górą pieniędzy, ponieważ miałem , ponieważ kurwa byłem wielkim copywriterem.

21 czerwca 1595

Nie wiem czy jestem wielkim copywriterem, ale  na pewno jestem najbogatszym. Ci mi zapłacili 3500 funtów! Zawołałem Gertrudę i zaprosiłem ją na romantyczne wakacje w Estoril.

Była bardzo zadowolona i powiedziała, że musi zastanowić się, jak uciec od męża i spędzić tydzień ze mną „geniuszem-dzieckiem brytyjskiej reklamy”. Potem powiedziała, że czeka z niecierpliwoscią, kiedy przytuli się do mnie i sprawdzi, czy geniusze lubią francuską miłość. Rozmowa podnieciła mnie, ja poszedłem do łazienki i masturbowalem..

 

22 czerwca 1595

Gertruda zadzwoniła do mnie i powiedziała, że  wymyśliła. Powiedziała mężowi, że udaje się na tydzień do Hiszpanii na zwiedzanie hoteli, do których jej agencja chciala wysyłać turystów. Jej mąż był tak głupi, że nigdy się nie zorientuje .

Byłem trochę zły na siebie, że trzeba położyć rogi tak szacownemu panu jak książę Gloucester, ale to z jego własnej winy. Czy możesz mieć taką wspaniałą kobietę i nie pierdolić jej?  A to idiota!.

24 czerwca 1595

Przyjechaliśmy w Estoril i zameldoaliśmy się w hotelu. Okazało się, że  pani Gertruda jest do przodu z materiałem. Jeszcze nie postawiłem walizek na podłodze, a ona już klęczała przede mną i i otwierała moj suwak. Zakręciła  mi fujarkę  z taką wirtuozeriią, że moja hiszpańska kryza jeszcze bardziej się splisowała. To jest zaleta u doświadczonych kobiet. Cóż, to prawda, że jest dziesięć lat starsza ode mnie, ale to nie jest widoczne. I to nie przypadek, że w porno, masz cały gatunku zwany „mature order”.

Potem zaprosiłem ją na kolację przy świecach. Trzymaliśmy się za ręce i piliśmy wino, ale  wtedy ten  dupek książę Gloucester zaczął co 5 minut jej dzwonić w kółko i pytać ją, gdzie  jest. I ona zaczęła  coś kręcić, że była w Hiszpanii, nie wiadomo w jakim hotelu, że kładzie się już do łóżka,  a ja naprawdę chciałem pęknąć ze śmiechu.

Niektórzy ludzie po prostu zasługują na rogi!

Nadal piliśmy sobie wino, słuchaliśmy fado i trzymalismy się za  ręce i nagle ona zdmuchnęła świecę , schowała ją pod stół i mówi do mnie: „Zgadnij gdzie jest świeca.

Po prostu zwariowałem z podniecenia. Czułem, że oczekuje mnie długa noc.

25 czerwca 1595

Piszę w łóżku, nie mam siły wstać.  Ta kobieta zamęczy mnie  seksem. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, co to znaczy, że jej „zablokowali życzenia”   zamkiem małżeńskiej lojalności. Lepiej byłoby ich nie  odblokować.  Czego tam nie było kuty kajdanki, to nie wibratory, to nie sado-mazo prostactwa.

Ponadto, podczas gdy się pierdoli, to krzyczy tak, jakby ją zabijali i aż trzy razy dzwonili z recepcji, że  przejmowaliśmy gości hotelowych

Jestem  tak wypompowany, że mam wrażenie, że już nigdy mi nie stanie.

 

1 lipca 1595

W końcu wróciłem do Londynu i odesłałem przeklęta sukę do jej męża. Nieszczęśnik. Jak się nie rozpije ! To nie jest kobieta, to dopust boży. Przez tydzień schudłem  9 kilogramów. I niby udałem się na wakacje!

 

17 marca 1598

Od tak dawna nie pisałem w pamiętniku, bo jestem przytłoczony zleceniami w agencji reklamowej. Wszyscy klienci chcą abym ja im pisał  reklamy i pracuję prawie przez całą dobę. Wprawdzie – biorę kup szmalu, ale  po co mi, jak nie mam czasu, aby je wydać.

Poza tym, jakość spada – nie każda reklama jest arcydziełem . Jednak niedawno  zrobiłem świetny film, z którym z pewnością wezmę nagrodę na festiwalu reklamy.

Klip jest do piwa „Off-side”.

Ujęcie z helikoptera na oświetlony stadion piłkarski. Kamera gwałtownie spuszcza się  w dół, pędząc ponad zatłoczonymi trybu, Fanowe wszyscy na stojąco wołają.

Stadion uspokaja się. Kamera zatrzymuje się przed  kociakiem z cycami. Cycki, oczywiście, wielkie jak wszystkie reklamne cyce. Obok niej  bezmyślny człowiek  ogląda mecz i pije piwko  „Off-side”.

Kociak spogląda na niego i oblizuje się erotycznie . Koleś uśmiecha się i podaje jej piwko. Ona je  podnosi  i zaczyna pić łapczywie.

Znowu kadr na boisko  piłki nożnej, znany piłkarz puszcza piękny gol .

Kamera znowu pokazuje sektor, w którym  są kociak i koleś. Wokół nich wszyscy skakaczą i krzyczą: „Gooooooool! Kociak również skacze, jej cycki są pokryte pianką piwa.

Na ekranie leci logo:

Wbij „Off-side”!

 

11 lutego 1599

Zadzwonił do mnie Sir Toby Johnson, powiedział mi, że daje mi dodatkową premię za tę bzdurę „Romeo i Julia”. Grana jest już czwarty sezon w prawie wszystkich teatrach angielskich i przyniósła „Albionturistowi” ogromny napływ turystów  do Verony. Musiał  dokupić  jeszcze więcej autobusów, aby sprostać  napływowi turystów. A ja już prawie zapomniałem, że napisałem ten nonsens, ale jeszcze trochę przyplywu forsy za to  niejest żle.

Gertruda spędza  każdy weekend ze mną i  się pieprzymy  jakby pierwszy raz. Ta kobieta ma niesamowite fantazje seksualne. Zmusza mnie  do przebieranek  w różne teatralne stroje i  pieprzymy się w nich. Niekiedy jesteśmy Cezarem i Kleopatrą, czasami lekarzem i pacjentem, a kiedy indziej więżniem i strażnikiem. Fajnie, tylko że Gertruda robi się coraz bardziej żarłoczna i całkowicie wyczerpuje mnie seksem.

3 października 1600

Sir Toby Johnson zadzwonił do mnie z nowym zlecenim sztuki. Będzie rozwijać się nowy kierunek – Wycieczki do duńskim mieście Elsinor. O tym mieście nawet nie słyszałem , a oni chcą, żebym go odtworzył na scenie. Starałem się jakoś wydostać z tego, bo w dalszym ciągu dostaję szaloną forse za „Romeo i Julię”, ale powiedział mi, że wyzwanie było teraz znacznie większe, a jeśli się uporam , to on mi zapłaci trzy razy więcej niż za „ Romeo i Julia „. Oprócz tego miałem mieć na myśli, że grupą docelową tych wyjazdów były w większości studenci.

Usiadłem myśleć o szczegółach.

Tym razem zrobię czarną komedię. Głównym bohaterem będzie książę Hamlet. To student – nicpoń i bez przerwy pije i pali trawkę ze swoim przyjacielem felacjo. Od trawki dostaje  halucynacji i pojawiają się im duchy, potem idą na cmentarz i wykopują czaszkę ich „najlepszego przyjaciela” – Donkey Kłapouchego. Na koniec idą pograć w rzutki, ale są już tak pijani i naćpani, że się przebijają śmiertelnie darstrzałkami i umierają.

Bedą duże jaja!

1 listopada 1600

Napisałem sztukę jednym tchem i dałem Sir Toby, żeby  ją przeczytał. Następnego dnia spotkaliśmy się w jego ogromnym biurze. Miałem poczucie déjà vu. Podobnie jak 5 lat temu, znów  przeglądał mój rękopis i sapał ponownie.

– Czy ty to napisałeś,  Bill?

– Tak, oczywiście.

– czy ty ze mnie drwisz? Co to za bzdura? Co to za duchy, co to za martwe osły?

– Ale powiedział pan, że grupą docelową są studenci, panie Johnson. Postanowiłem więc, że najlepiej byłoby napisać coś zabawnego.

– Bill, masz jakieś problemy? Czy zaczynasz sobie kpić ? Myślisz, że to gówno jest zabawne?

– Tak.

– Nie będę argumentować, co jest a co nie jest śmieszne, ale ja tu jestem szefem  i ci mówię , to nie jest zabawne. Chcę miłą, wzruszającą, namiętną tragedię jak Romeo i Julia.

– Nie chce  mi się pisać takich rzeczy, panie Johnson. Te rzeczy mnie już nie interesują.

– Czy ty nie rozumiesz co ci mówię. Ty nie jesteś pisarzem,  ty jesteś pierdolonym copywriter. I wogóle nie zależy mi na tym co Ci jest ciekawe, a ci rozkazuję wymieść stąd ten leniwy tyłek i po upływie jednego miesiąca przynieść normalną sztukę. Rozumiesz?

Było mi jasne, że nie mogę odmówić. Ale było mi  jasne, że będzie to ostatni kawałek, który piszę. Mam już duże imię w branży reklamowej i nie mogę sobie pozwolić na zawodowe kompromisy.

5 listopada 1600

Wymagania Sir Toby zabiły moją inspirację. Nie będę pisać takich bzdur, więc postanowiłem nie dać dużo od siebie i przekształcić sztukę lekkimi ruchami. Nie mniej zmieniłem nazwiska głównych bohaterów – księżę Omlet został księciem Hamletem, Fellatio stał się Horatio, a czaszka Donkey Kłapouchego ludzką czaszką jakiegoś Yorik.

Usunąłem wszystkie żarty i sztuka stała się jedną nudną, nudną. Muszę wcisnąć i jakieś bohaterki, ale jestem leniwy, aby je wymyślić i dlatego wezmę je bezpośrednio z życia –  Gertruda będzie bezwstydną królową , która zabiła swojego, a kochankę Hamleta ochrzczę imieniem Ofelia .Wariatka Ofelia, która pójdzie do klasztoru, he-he.

Nawet ogarnęło mnie lenistwo, żeby wymyśleć imię zamordowanego króla, więc i jego nazwałem Hamletem. A, co  mu przeszkadzaj, aby był  imiennikiem syna?

Ostatnia scenę  zostawię bez poprawek, tylko  zmienię strzałki szpadami.

 

25 listopada 1600

Ta sztuka stała się jeszcze bardziej głupia niż „Romeo i Julia”, ale sir Johnsonowi bardzo się spodobała. Jego żona zaczęła płakać, jak ją czytała. Będzie hit, powiedział mi pan, Johnson,  ja mam przeczucie, dla tych rzeczy.

Tylko poprosił mnie,  żebym wspomniał gdzieś w tekście, że książę Hamlet był studentem w Wittenberdze, bo chcieli robić   łączone wycieczki dla Estrady –  do Wittenbergii i Elsinoru.

A to prostactwo ! Ale mi już wszystko jedno. Znienawidziłem tę sztuke i jestem gotów , aby dodać do niej co chcą.

Zadzwoniła do mnie Gertruda.  Opusciła męża i  idzie, żeby zamieszkać ze mną. Tylko tego mi brakowało. Mam wrażenie, że nadmiar seksu zrujnuje moją karierę.

 9 stycznia 1601

Dziś była premiera „Hamleta”. Tym razem przyszła i Królowa. Niech ogląda tą haniebną pracę. Podczas gdy wysłuchiwałem głupich rozmów  i  fałszywych monologów, które napisałem,  chciałem skryć się w ziemi ze wstydu.  Ja – William Shakespeare utalentowany copywriter, autor pomysłowej reklamy podpasek ze skrzydełkami i wideo geniusz piwa „Off-side” – upadłem  tak  nisko,  żeby napisać taką halturę jak obrzydliwe „Romeo i Julia” i „ Hamlet” ! Jaki wstyd! Co za upadek  czystej sztuki  przed banalnością komercji!

Usiadłem na zniszczonej scenie, płacząc i ocierając smarki w jedną zasłonę. Czekałem na finał sztuki,   żeby usłyszeć  zasłużone gwizdy publiczności, aby czym szybciej uciec stąd na zawsze i powiedzieć „do widzenia”  teatrowi…

I  oto końcowa kurtyna.

Sala milczała. Aktorzy  zebrali się do pokłonu. Zacisnąłem zęby. Prawdziwy mężczyzna musi spokojnie, znosić tak sławę  jak i niesławę.

Podniesiono kurtynę i w salonie nastąpiła prawdziwa burza. Cała widownia wstała na nogi i wybuchła jakby  po celnym golu  Cristiana Ronaldo. Krzyczała, płakała, jakby dopiero co widziała największą sztukę w historii teatru.

Nie mogłem w to uwierzyć. Ludzie  całkowicie powariowali.

Szum oklasków zwiększał się i nagle wszyscy zaczęli krzyczeć „Autor! Autor „. Zmyknąłem się  wstydliwie  za kulisy i  weszłem na scenę. Spojrzałem ku loży Królowa płakała…

Cocktail party po premierze było głośne i męczące. Sir Toby Johnson podskakiwał wokół mnie, szczęśliwy, jak żołnierz przed zwolnieniem ze słuzby. Od czasu do czasu przytulał mnie i szeptał coś na ucho, ale był tak pijany, że go  nie rozumiałem.

Gerturda była też pijana i podtrzymywała  „towarzyskie rozmowy”   z kolegami z branży turystycznej.

Setki osób  przychodziły po kolei do mnie, żeby uścisnąć moją rękę i powiedzieć  mi, że napisałem wielką sztukę . Przyszła i sama  królowa .

– Panie Szekspir, jestem zaszczycona, że Wielka Brytania posiada tak utalentowanego obywatela jak Ty. Pan jesteś największym dramaturgiem jakiego znam .

Stałem nieruchomo,  uśmiechając się głupkowato i nie wiedząc co odpowiedzieć.

– Ja naprawdę nie jestem dramaturgiem, Wasza Wysokość. Jestem reklamodawcą. Piszę sztuki ot tak, między innymi .

– Największym problemem utalentowanych ludzi, panie Szekspir, jest to, że nie znają swojej siły. Moją  przyjacielską radą jest :  zarzućcie reklamę i poświęćcie sie teatrowi. Wielka Brytania  potrzebuje waszych sztuk.

– Dziękuję, Wasza Królewska Mość zastanowię się nad tym.

 Zarzucić reklamę, jeszcze jak ! Niech mi wybaczy Królowa, ale nie wyobrażam sobie życia bez scenariuszy dla plików wideo, storibordów, castingów dla modeli. Całe moje serce jest tam …

Koktajl zakończył się  dopiero nad ranem. Byłem tak zmęczony, że ledwo trzymałem sięna nogach. Zaproponowałem Gertrudzie złapać taksówkę , ale powiedziała, że woli chodzić na piechotę.

Chodziliśmy, wpatrując się w czarne wody Tamizy i milczeliśmy. Gertrudzie wyraźnie nie podobała się sztuka,, ale bała się mi to powiedzieć, żeby mnie nie obrazić. Czym mnie obrazi, jak mnie też się sztuka nie podoba .

Ale milczenie było lepsze dla naszych histerycznych skandali.

Wróciliśmy do domu o świcie. Poczułem nieludzką potrzebę snu, ale Gertruda miała inne plany.  Rozebrała się i zaczęła mnie dotykać palcami.

– Wymyśliłam nową grę, Willie – szepnęła do mnie, kiedy mi wpuściła język do ucha. – Nigdy nie robiłam tego z czarnuchem, a twierdzą, że są bardzo nadarzeni. Chcę  abyś tej nocy był moim murzynem.

– Heh-heh, w jaki sposób to się stanie?

– Umaluję cię, Willie – szepnęła rozbierając mnie. – Umaluję cię od stóp do głów, zrobię cię jak Drogba.

– Ale od tego nie będę bardziej nadarzony!

– Będziesz, Willie, musisz , wszystko zależy od fantazji .

A zanim zdążyłem jej się sprzeciwić, ona wyjęła z torebki tubkę z podkładem i  zaczęła mnie smarować. To smarowanie mnie podnieciło i ona zaczęła chichotać.

– Wy jesteście bardzo niecierpliwi,wy murzyni!

Namasmarowała mnie i mnie przeleciała dziko. Ona krzyczła tak jakby brązowa farba naprawdę zrobiła mnie dwa razy wicej uzdolnionym.

Po seksie ona została leżeć w łóżku wyczerpana, ale poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro. Nie byłem podobny do Drogby. Bardziej przypominałem starszego zmęczonego Pele.

Byłem zmęczony się kąpać i postanowiłem zostać tak z farbą. Wróciłem do pokoju i rzuciłem się obok Gertrudy.

– Czy chcesz spać Willie? – zapytała mnie.

To pytanie zawsze było zapowiedzią ciężkiego skandalu.

– Jestem senny.

– Napisałeś obrzydliwą sztukę.

– Wiem. Jestem śpiący. Jutro porozmawiamy o tym .

– Jak można nazwać  tę morderczynię  moim imieniem! Zhańbiłeś mnie przed całym Londynem!

– Och, Gary,  uspokój się! W Londynie znajdują się tysiące kobiet z imieniem Gertruda. Dlaczego zdecydowałąś, że chodzi właśnie o Ciebie?

-Bo to jest do mnie. Czy nie widziałeś z jaką pogardą,  niestety, patrzyli na mnie ludzie, na twoim zasranym koktajlu . Gertruda – kurwa, Gertrud – morderca, która wylała truciznę do ucha swojego męża!

– Geri, proszę …

– Nie jestem twoja, Gary! – krzyczała jak wściekły fanem „Reding” – Nienawidzę cię, Szekspir, nienawidzę cię!

– Zamknij się!

– Nie będę cicho!

Jej krzyki stały się w histeryczne. Musiałem coś przedsięwziąć . Chwyciłem poduszkę i przycisnąłem do jej  twarzy

Gertruda kopała w powietrzu swoimi pięknymi nogami i pod  poduszką słychać  było stłumione rzężenie.

– Zamknij się, idioto! – krzyczałem, a zarazem coraz silniej przyciskałem poduszkę, ale ta gadzina jeszcze silniej rżała z dołu  i kopała w powietrzu.

W pewnym momencie zatrzymała się. Pomyślałem, że to wystarczy jej jako lekcja i podniósłem poduszkę. Gertruda nie drgnęła. Myślałem, że poczuła się żle , i przyniósłem szklankę wody i chlusnąłem w twarz Ale nie drgnęła. Wziąłem jej rękę i spojrzałem na puls.

Nie było tętna.

Zadzwoniłem na policję i poinformowałem o morderstwie.

Rzuciłem się na łóżko.

Nie bałem się.

Nawet zrobiło mi się wesoło.  Jakiś idiota, umalowany na murzyna, dusi swoja kochankę poduszką.

Kiedy przysłuchiwałem się wyciu zbliżających się syren policyjnych , pomyślałem sobie, że to nie może być ciekawy temat do sztuki.

 

КОМЕНТАРИ

Коментара

Вашият коментар

Този сайт използва бисквитки (cookies), за да Ви предостави възможно най-доброто потребителско изживяване. Ако продължите да използвате сайта, то вие сте съгласни с това. Научете повече

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close