Parasole

 

ivosiromahovPadał ten drobny, zimny deszcz, który najbardziej moczy. Skuliłem się i otuliłem kołnierzem skórzanej kurtki jak żółw, który próbuje skryć głowę w swojej skorupie. Ściemniało się i ludzie wracali z pracy do domu. Ogromny szereg ciemnych twarzy, w ciemnych ubraniach, ukryty pod ciemnymi parasolami — czarnymi, szarymi lub ciemnobrązowymi.  I gdzieś tam w tym szaroczarnym potoku przebłyskiwała jedna jaskrawoczerwona parasolka. Poruszała się w zupełnie innym rytmie, psując zdyscyplinowaną paradę ciemnych parasoli. Tak jakby ujrzeć tango argentyńskie między rzędami parady żołnierzy. Przybliżyła się i zobaczyłem ją, pod parasolką była jeszcze bardziej kolorowa. Pasowały do niej żywe kolory. Pod pachą ściskała małą płócienną torebeczkę, która sprawiała, że wyglądała na jeszcze bardziej delikatną niż była. Poznałem ją. I ona mnie poznała. Jednak oboje chcieliśmy sprawić wrażenie większych niż jesteśmy i odeszliśmy zagłębieni we własną ważną oraz niepowtarzalną istotę rzeczy. Natychmiast po tym, gdy się minęliśmy, pożałowałem, że nie zacząłem rozmowy. Miałem nadzieję, że i ona żałowała, mimo że to cholernie marna pociecha.

Zdarzyło się tak, że i kolejny dzień był deszczowy. Szedłem inną ulicą i mijałem innych ponurych ludzi z innymi ciemnymi parasolami. Parasole poruszały się tym samym banalnym rytmem zmęczonych kroków.

Z wyjątkiem jednej parasolki.

Żółtej jak słoneczniki van Gogha.

Ludzie dookoła nie zauważali jej. Ja jednak nie mogłem oderwać on niej wzroku. Żółta parasolka kołysała się w przedtakcie, zmierzając ku mnie i gdy się zbliżyła, celowo opóźniła swój chód, tak, bym mógł zobaczyć, kto ją niesie. Przez krople wody spływające po moich brwiach widziałem, że to ta sama kobieta. Miałem wrażenie jakby ruszyła w moją stronę i wydało mi się, że się do mnie uśmiechnęła. E, to nie był do końca uśmiech, ale być może lekkie rozciągnięcie ust w lewo i w prawo, które…

Znam ją, oczywiście. Zaraz jej powiem „cześć”. Właściwie lepiej, żeby to ona powiedziała mi „cześć”. Nie upadłem tak nisko, by zagadywać kobiety na ulicy. Żółta parasolka zakołysała się wyzywająco przede mną, ona spojrzała na mnie, zatrzymała wzrok na kilka sekund, odetchnęła jakby chciała coś powiedzieć — odeszła. Pieprzyć cię, cholerna dumo! — zakląłem. Co by mi się stało, gdybym jej powiedział jedno „cześć”? Zacząłem czuć jak wrodzona arogancja pierdoli mi wszystko.

Przez noc śniłem o kolorowych parasolach.

Trzeciego dnia znów padał deszcz i zdecydowałem wcale nie wychodzić z domu. Ładnie to sobie zamyśliłem, ale złożyło się inaczej. Skończyły mi się papierosy i poszedłem do sklepu naprzeciwko. Wyszedłem i stanąłem pod daszkiem nad wejściem. Siąpił drobny deszcz. Rozejrzałem się. Na naszej ulicy nie było nikogo.

Oprócz jednej parasolki.

Pomarańczowej.

Jak słońce.

Kołysała się powoli, zmierzając w moją stronę.

Pod nim szła ona, ściskając pod pachą torebeczkę z płótna.

Byliśmy sami na całej ulicy.

Pomarańczowa parasolka zbliżała się do mnie.

Oto i teraz.

Jest.

Ten moment.

Nasz moment.

Zaczniemy rozmawiać.

W deszczu.

Jak romantycznie.

Pomarańczowa parasolka przybliżyła się.

Poruszyłem nerwowo palcami w trampkach.

Zdawało mi się, że zwolniła kroku.

Zaczniemy rozmawiać, nie ma wyjścia.

Stałem pod daszkiem w oczekiwaniu na Wielką Chwilę.

Zbliżyła się do mnie, zatrzymała na mnie spojrzenie…

I odeszła.

Śledziłem spojrzeniem pomarańczową parasolkę kołyszącą się między szarymi budynkami.

Nigdy już jej nie zobaczyłem.

……….

Po mniej więcej tygodniu, podczas jednego szarego wieczoru, z nieba zaczęły opadać kolorowe parasole — czerwone, zielone, pomarańczowe, niebieskie, różowe. Spadały bardzo elegancko, bez pośpiechu, nie przepychając się. Dotykały bezszelestnie asfaltu i topiły się, tworząc małe kolorowe kałuże. Nikt ich nie widział.

A ja patrzyłem na nie w odrętwieniu.

W tym momencie zrozumiałem, że odeszło ode mnie coś, co nigdy więcej już nie powróci.

 

przełożyła: Joanna Pietrzak, studentka

Uniwersytet Łódzki

Wydział Filologiczny

Katedra Slawistyki Południowej

Redaktor: Diliana Denczewa

kor

КОМЕНТАРИ

Коментара


Вашият коментар

Този сайт използва бисквитки (cookies), за да Ви предостави възможно най-доброто потребителско изживяване. Ако продължите да използвате сайта, то вие сте съгласни с това. Научете повече

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close